No i wyszło szydło z worka! A właściwie przyszło w kartonie razem z kolorowymi sznurkami i wyjścia nie było! Postanowiłam, że nauczę się robienia koszyczków na szydełku. A wszystko to po to, by na warsztatach hand made, które prowadzę w pracy zastąpić szycie czymś nowym. Jako, że te koszyki podobały mi się bardzo, i że nie znalazłam osoby, która chciałaby takie warsztaty poprowadzić, to stwierdziłam, że sama się tego nauczę! Nie było łatwo ale udało mi się to!
Tak wyglądały moje pierwsze koszyczki - zrobione za luźno, nierówno. Ale już przy nich opanowałam jak robi się półsłupki, słupki, łańcuszki i oczka stałe.
Te były następne. W ich przypadku poszalałam z zacieśnianiem nitki - nie dość, że miałam problem z przewleczeniem szydełka, to jeszcze lekko baryłkowate wyszły ;) Tak czy siak stoją teraz w mojej łazience.
Co by nie było! Człowiek uczy się na błędach! Ten koszyk i ten z początku posta są już proste, równe, i odpowiednio sztywne :) Tym razem robiłam je dla koleżanek. Bardzo się starałam, a dodatkowo nabrana wcześniej wprawa pozwoliła w końcu na zrobienie niemal idealnych koszyczków ;)
Także od dziś, na Nie z Chin czasami zobaczycie i szydełkowe posty!